Layout by Raion

24 lis 2014

Trevor - "Powrót"

Ty, co jesteś winien światu?
Jakim prawem posiadasz chaos?
~System of a Down - "Toxicity".


   Już prawie zapomniał jak wyglądało Wolsedore. Otoczone wysokim murem wśród stepów niezbyt przyjazne dla obcych miasto zionęło ponurą, jesienną atmosferą cierpienia i płaczu. A może po prostu zła opinia dawała taki wyraz? Wystarczyłaby jedna pozornie prosta zmiana by zamiast czerni nad stolicą jaśniało światło.
   Strażnicy przepuścili go bez problemu, poznali jego tatuaż na karku i pozwolili przejść pod bramą bez słowa. Spacerował po uliczkach między rosnącymi w stronę centrum brązowo zadaszonymi domami. Po kamiennych ścianach opadał czasem nieśmiertelny bluszcz, a najstarsze budynki porosły mchem od północnej strony. Nie zauważył poprawy w mieście, po tych samych brukowanych uliczkach wędrowali ci sami ludzie, handlarze i żołnierze. Pierwsze o czym sobie przypomniał, to rodzinny dom i pieniądze potrzebne do przetrwania w tej dziwnej dżungli. Zawitał do koszar i niezauważony odnalazł drogę do siedziby dowódcy.
   Jego gabinet, bogato urządzony, obity obrazami, rzeźbionymi meblami i podłogę okrytą grubym, szmaragdowym dywanem przywitał jak miejsce zdrady.
-Chwila, jak ty miałeś na imię - zastanowił się generał pstrykając palcami - Tewis... Tred... cholera, nie pamiętam.
-Trevor - odpowiedział i zaczął grzebać w swojej torbie. Miał przy sobie kieł i kawałek uschniętego smoczego ogona, tego samego, którego kazał mu zabić Felsarin. Położył je ostrożnie na czarnym biurku.
-Twój pierwszy smok - stwierdził rosły mężczyzna przejeżdżając dłonią po ostro zarośniętej, kwadratowej szczęce - sześćset, nie więcej, młody był, daję z dobrego serca na zachętę.
   Odwrócił się i podszedł skrzyni stojącej za nim. Otworzył ją i wyciągnął sztabkę wycenioną na sześćset dukatów z pieczęcią Valthana II. Oddał mu ją po czym zanotował coś w jakiejś książce.
-Poczekaj jeszcze chwilę  - zatrzymał Trevora gdy zamierzał odejść - długo cię nie było.
-No tak.
-Powinieneś się częściej tutaj pojawiać - oznajmił poprawiając skórzaną zbroję na sobie - rok czasu a upolowałeś tylko jednego smoka.
-Zawsze to jeden potwór mniej.
-Dobra, idź już, mam dzisiaj dużo roboty...
   Opuścił gabinet. Zdeponował swoją nagrodę i postanowił wrócić do domu...

***

   Wszystko jak za dawnych czasów, odwiedził osmoloną i zadymioną karczmę by poczuć tak długo zapomniany smak tutejszego piwa. Usiadł samotnie przy powybijanym, drewnianym stoliku. Sączył powoli swój napój obserwując ze spokojem gaworzących ludzi.
-Hej, Trevor, dawno cię tu nie było - wzdrygnął się kiedy ktoś poklepał go po ramieniu. Odwrócił głowę i zobaczył nas sobą. Był to Tom, przez ten czas trochę zmężniał, zapuścił czuprynę brązowych włosów na głowie. Na sobie miał dosyć obszerny, wełniany kożuch przykrywy skórą. Przybyła mu drobna blizna na chudym policzku. Usiadł naprzeciwko.
-Odwiedziłem parę miejsc, nic specjalnego - oznajmił cicho Trevor - szczerze mówiąc, to odwiedziny ojca były niczym w porównaniu z tym, gdzie trafiłem. Z puszczy przez jakieś dziury, za morze i w góry. Widziałem dziwne rzeczy.
-A mianowicie?
-Najpierw byłem świadkiem jakiegoś mrocznego rytuału przyzywania demonów, a potem wskrzeszania zmarłych. Możesz to sobie wyobrazić? Porwali białego smoka aby złożyć go w ofierze i tak powstał Felsarin. Trochę było mi jej żal. Głupia, niezdarna, utknęłaby nawet w pułapce na myszy.
-A coś konkretnego robiłeś?
-Pomagałem, w Shadurze opracowali środek paraliżujący ofiarę. Strzelałem do smoków strzałami nasączonymi tym eliksirem. Całkiem przydatna rzecz, wykorzystują do tego jad jakiejś żaby czy innego pełzającego cholerstwa.
-Trochę cię to odmieniło.
-Wczoraj wróciłem - westchnął Trevor - muszę odpocząć od tego łażenia.
-Wolałeś wrócić tutaj niż zostać w górach?
-Tutaj mam pieniądze, przez jakiś czas mogę nic nie robić. Tam musiałem biegać za jaszczurkami albo zbierać chwasty. W dodatku ten pieprzony czarny smok wszędzie mnie śledził. Mało brakowało, a miałbym jego łeb i dwadzieścia tysięcy nagrody.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz